Jak wstawać wcześniej?

<transkrypcja nagrania, artykuł będzie dostępny wkrótce>

Dziś porozmawiamy o wczesnym wstawaniu. Jak wielu z Was, którzy przeglądali mojego bloga, wielu z Was, którzy czytali moje teksty choćby na Facebooku wie, że staram się od dłuższego już czasu wstawać bardzo wcześnie rano. Wstaję o czwartej trzydzieści, natomiast znam sporo osób, które chciałyby zacząć wstawać choćby zamiast o siódmej to o szóstej, żeby mieć czas na poranny jogging, na poranne poczytanie książki czy inne tego typu rzeczy. Tu motywacji jest cała masa. Natomiast wielu z Was pyta mnie co zrobić, żeby się przestawić, żeby przestać wstawać osiem minut po budziku, a zacząć się zrywać bladym świtem.

Przede wszystkim dzisiaj jest najgorszy z możliwych dni, żeby o tym mówić, bo akurat wczoraj siedziałem do pierwszej w nocy przy komputerze kończąc sprawy związane z moim etatem, natomiast powiem Wam w jaki sposób szybko i płynnie zacząć wstawać bladym świtem. Przede wszystkim musicie zdecydować, po co wstajecie. Po co zamiast budzić się o godzinie 7:40, żeby być w pracy na dziewiątą macie nagle zacząć wstawać o godzinie szóstej, wpół do szóstej czy tak jak ja 4:30. Jeżeli nie macie wystarczającego powodu, jeżeli nie macie sensownego „dlaczego”, nie macie sensownej wartości do uzyskania z tego wstawania to cały pomysł będzie kompletnie chybiony, bo po prostu u Was nie zadziała. Dlatego jeśli chcesz rano przez godzinę poczytać, przez godzinę popisać, przez godzinę pobiegać czy wyjść na dłuższy niż zwykle spacer z psem, bo jest już piękna wiosna i warto temu małemu futrzakowi dać też trochę przyjemności przebywania ze swoim właścicielem – to musi być wystarczająco silna potrzeba, żeby Ci się chciało.

Dlaczego jest to ważne? Przede wszystkim dlatego, że jeżeli stwierdzisz, że najpierw nauczysz się nawyku porannego wstawania, a potem coś wymyślisz, co w tym czasie można zrobić, to przez te pierwsze cztery, pięć, sześć najtrudniejszych dni będziesz na siebie ciężko wściekły. Uwierzcie mi – nawet, jak się wstaje z łóżka o 4:30 i człowiek nie ma żadnego pomysłu na to, co z tym wygospodarowanym, dodatkowym czasem zrobić, można się te dwie, dwie i pół godziny wyrwane z łóżka przesnuć po domu, zrobić sześć razy po jednej kanapce zamiast raz zjeść śniadanie, można spędzić ten czas klikając kretyńsko w komputer czy oglądając YouTube. To jest najgłupszy pomysł z możliwych. Dlatego pierwsza rzecz – dlaczego chcesz to zrobić? Co zamierzasz robić w tym dodatkowym czasie uzyskanym ze swojego dnia? W moim wypadku jest to przynajmniej pół godziny czytania, jest to pisanie tekstów, jest to przygotowywanie materiałów, które pewnie już niedługo będę Wam pokazywał, bo w innym momencie z racji swojego etatu, z racji swoich zobowiązań domowo-rodzinnych po prostu nie mam czasu, kiedy to w innym czasie zrobić.

Także pierwszą sprawę mamy załatwioną. Jeżeli wiesz, po co wstajesz wcześniej, temat numer dwa – ustal, o jakiej godzinie chcesz wstawać. Jeżeli tak jak większość ludzi pracujących w sprzedaży zaczynasz swoją pracę o godzinie dziewiątej czy dziesiątej (bo tak otwierane są biura lub sklepy), to podejrzewam, że z porannymi, codziennymi czynnościami związanymi ze śniadaniem, przygotowaniem się do wyjścia, odprowadzeniem dzieci czy jakąkolwiek tego typu czynnością myślę, że wystarcza Ci godzina do półtorej czasu, aby od wyjścia z łóżka do dojechania do biura, do dojechania do pracy być w pełnej gotowości. Załóżmy więc, że zaczynasz pracę o dziewiątej i normalnie wstajesz o siódmej trzydzieści, żeby w te półtorej godziny ogarnąć się, doprowadzić dzieci do szkoły czy zrobić cokolwiek innego i dotrzeć do firmy. Jeżeli w związku z tym uznasz, że na Twoją dodatkową czynność, tą, która ma być celem tego porannego wstawania wystarczy Ci godzina – to oznacza, że wystarczy, że przestawisz budzik na 6:30. To jest drugi, bardzo ważny cel – zastanów się, ile czasu naprawdę wystarczy.

I rzecz ostatnia, najważniejsza – przygotowania. Ustaliliśmy, że chcesz zacząć wstawać o 6:30, że oznacza to całkowitą zmianę Twojego kalendarza, Twojego układu dnia, bo żeby wstać wcześniej i być wypoczętym musisz położyć się spać wcześniej. Natomiast jeżeli przez całe lata masz nagromadzony dług snu, jeżeli przez całe lata jesteś przyzwyczajony do tego, że o godzinie pierwszej w nocy jeszcze klikasz w komputer, jeszcze bawisz się na Facebooku czy oglądasz cokolwiek na YouTube, to Twój organizm o godzinie 22:00 po prostu nie zaśnie. Będziesz rozbudzony, będziesz nakręcony, będziesz zmęczony fizycznie, ale nie będziesz w stanie się skupić i zasnąć. Dlatego tu rozwiązanie, które jest bardzo, bardzo ważne. Na początek swojego systemu porannego wstawania wybierz zawsze weekend. Teraz krok po kroku powiem Ci, jak to zrobić.

W sobotę połóż się do łóżka o godzinie dla Ciebie bardzo nietypowej – jeżeli jest to 22:00, to będzie dokładnie 22:00, a to oznacza, że przed 22:00 musisz mieć przygotowane na rano rzeczy do ubrania, musisz mieć przygotowane wszystkie sprawy, wszystkie elementy niezbędne do tego, żeby wyjść z domu albo żeby natychmiast zacząć robić swoją czynność zaplanowaną na ten dzień i po trzecie musisz mieć dobrą atmosferę do snu. Czyli w domu musi być wszystko przygotowane o 22:00 tak, jakby faktycznie kończył się dzień, jakbyś miał zasypiać. I teraz od początku – dlaczego musisz mieć przygotowane wszystkie rzeczy? Dlatego, żebyś nie łaził rano totalnie rozkojarzony i nie szukał skarpetek, majtek, stanika, bluzki, czegokolwiek innego. Jeżeli wstajesz, to masz wyjść z łóżka, wleźć pod prysznic albo pójść umyć oczy, przygotować się do wyjścia, ubrać to, co zostało przygotowane i wyjść z domu albo zająć się czynnością, którą potrzebujesz. To jest szczególnie ważne przy ludziach, którzy chcą wypracować sobie nawyk porannego sportu, kiedy chcą oni pobiegać, kiedy chcą pójść na nordic walking czy pójść na siłownię. Torba z rzeczami na siłownię, buty do biegania, spodnie, koszulka, opaski, inne sprzęty elektroniczne, które na siebie założycie – to wszystko musi być wieczorem przygotowane, leżeć w perfekcyjnym miejscu w całości, żebyś nie musiał biegać po domu i szukać drugiej skarpetki do pary, bo ta nie pasuje Ci do koloru butów (szczególnie, jeśli jesteś kobietą). Jeśli Twoim planem jest poczytanie rano książki, to ta książka musi leżeć obok fotela, w którym będziesz ją czytał. Czytanie w łóżku nie jest dobrym rozwiązaniem, wiem to z własnego doświadczenia. Jeżeli Twoim planem rano jest pisanie, jeśli Twoim planem rano jest tworzenie nawet w warunkach domowych, to przygotuj sobie materiały, na podstawie których będziesz pisał, na podstawie których będziesz tworzył już przy komputerze czy przy miejscu, w którym będziesz to wykonywał. To naprawdę jest kluczowy element.

Temat numer dwa – wieczór i zasypianie. Temat bardzo, bardzo istotny. Wielu z nas jest dziś tak przyzwyczajonych do ekranów w naszym życiu, że potrafimy leżąc w łóżku klikać w telefonie, odpowiadać znajomym na Facebooku czy na tablecie przeglądać strony internetowe czy po prostu mieć ze sobą w łóżku laptopa albo oglądać telewizor, który się świetnie z łóżka ogląda. To jest rzecz, która jest najbardziej zdradliwa w całym procesie porannego wstawania, bo zimne, niebieskie światło, błyskające światło, które bije do nas z telewizora, z komputera, z ekranu naszego smartfona jest najbardziej nieprzychylnym światłem dla naszego mózgu w tym czasie, kiedy mamy go uspokoić. Dlatego jeśli Twój plan jest taki, że o 22:00 się kładziesz, to wyłączasz wszystkie ekrany w pokoju, w którym będziesz spał, kładziesz się do łóżka z książką, tylko z książką. Papier, który nie daje światła, papier, który daje tylko i wyłącznie światło odbite od lampy, która stoi obok Ciebie jest najlepszym sposobem na to, żeby ukoić zmęczone oczy, jest najlepszym sposobem na to, żeby obniżyć ilość bodźców, które do Twojej głowy docierają. Jeśli inni domownicy nie chcą zasypiać o 22:00 i będą oglądali telewizję, będą siedzieli przy komputerze, będą jedli późną kolację czy robili cokolwiek innego, zadbaj o to, żebyś ich nie słyszał i żebyś ich nie widział. Po prostu załóż sobie jakieś nauszniki, albo kup sobie stopery, takie proste, piankowe stopery, które mają tłumić hałas, które nie będą Ci przeszkadzały później, kiedy położysz się na boku na poduszce. To naprawdę bardzo, bardzo pomaga.

I temat trzeci – ta 22:00 ma być godziną świętą. Świętą o tyle, że wszystkie przygotowania (ciuchów do biegania, książki do czytania czy materiałów do tworzenia, do pisania tekstów) musisz zakończyć dużo wcześniej niż o 22:00, żeby w Twojej głowie nic się nie kołatało, żeby nie było tam dzwonka alarmowego „Cholera, czy pamiętałem o tym, żeby sprawdzić, czy działa mi bateria w moim polarze czy innym zegarku do mierzenia tętna, czy pamiętałem o tym, czy mam właściwe wkładki w butach” i tak dalej, i tak dalej. Chodzi o to, żeby te ostatnie dwadzieścia, trzydzieści minut przed 22:00, przed godziną Twojego wejścia do łóżka załatwiały wszystkie sprawy bieżące, wszystkie rzeczy, które przychodzą Ci do głowy po prostu odsuń na bok. 22:00 to jest moment, kiedy wchodzisz do łóżka, bierzesz książkę, cała reszta świata przestaje istnieć. I to jest bardzo ważny pierwszy krok. Mówimy tutaj o sobotnim wieczorze. Od tej 22:00 w sobotę śpisz w niedzielę tak długo, dopóki się nie obudzisz. Nie nastawiasz żadnego budzika, wyłączasz telefony, wyłączasz wszystko, żebyś obudził się wtedy, kiedy Twoje ciało powie, że czas wstawać. Oczywiście jeśli masz psa, który o 6:30 stwierdzi, że trzeba iść siku, masz trochę trudniej, tak jak choćby ja. Jeżeli masz dzieci, które też są mocno pobudzone o poranku czy małżonka, który 4:30 jedzie do Warszawy na spotkanie – masz trochę trudniej, ale sorry Winnetou, nikt nie mówił, że będzie łatwo. Chodzi o to, żeby ta pierwsza noc, która jest dla Ciebie całkowitym złamaniem codziennego, normalnego rytmu była jak najbardziej płynna, jak najwięcej Ci dała, dała Ci się wyspać, dała Ci nadrobić choć odrobinę tego długu sennego, który masz ze sobą, tego długu zmęczeniowego. To samo robisz w niedzielę. Przed 22:00 przygotowujesz wszystkie rzeczy na poniedziałek – kompletny strój do pracy, wszystkie rzeczy, spakowana torba, spakowana teczka, telefon podłączony na całą noc do ładowarki, komputer naładowany, wszystkie kable, wszystkie długopisy, kartki, wszystko gotowe, zamknięte, przygotowane w zamkniętej teczce przy wyjściu z domu czy w jakimś miejscu w pokoju, gdzie po prostu chwytasz to i wychodzisz, ciuchy gotowe, najlepiej (jeśli jesteś facetem) ogól się wieczorem, żebyś rano nie jeździł sobie po gębie maszynką (bo obudzisz domowników) – i w ten sposób w niedzielę również o 22:00 kładź się do łóżka z książką, z zamkniętą całą rzeczywistością, z wszystkimi rzeczami wcześniej poukładanymi.

W poniedziałek po takich dwóch nocach, kiedy od 22:00 do którejś tam rano przespałeś możesz już wstać o tej swojej wymarzonej 6:30. I teraz co zrobić o tej 6:30 w poniedziałek? Natychmiast po tym, jak wstaniesz musisz wyjść z łóżka. Dlatego bardzo radzę tutaj używanie budzika, który jest daleko od łóżka. Do którego trzeba fizycznie, w całości z tego łóżka wyjść. Żeby nie dało się tylko sięgnąć ręką i wyłączyć dziada, żeby nie dało się spojrzeć na telefon, który na przykład trzymamy na szafce przy łóżku czy koło poduszki, że jeszcze mamy godzinę zapasu, że wolisz się wyspać, niż robić jakieś kretyńskie tricki. Po prostu wstań, wyjdź w całości z łóżka, żeby wyłączyć budzik, który wyje po drugiej stronie pokoju. I co najważniejsze – nigdy, przenigdy do tego łóżka nie wracaj. Nie na minutę. Nie na pięć minut. Nie na poranny seks z małżonkiem. Po prostu przeproś, powiedz „Bardzo chętnie kochanie wieczorem, ja idę teraz pod prysznic”. Wykąp się, przygotuj się do wyjścia, ubierz, załóż to, co miałeś przygotowane wieczorem i wypad z domu, żeby zacząć ten nowy dzień, albo jeśli Twoim planem jest właśnie siąść przy fotelu i zacząć czytać czy coś pisać – weź prysznic, zrób śniadanie i siadaj do tej roboty natychmiast.

Tak to wygląda, tych pierwszych kilka najtrudniejszych dni będzie bardzo wrednych dla Was, te pierwsze, najtrudniejsze dni – poniedziałek, wtorek, środa, czwartek – to będą dni bardzo dziwne, bo Wasze ciało jeszcze będzie miało przyzwyczajenia, jeszcze wieczorem będzie nakręcone, jeszcze wieczorem będzie się chciało pooglądać, pogadać z kimś, poklikać na Internecie i tak dalej. Natomiast to Ty sam musisz sobie ten reżim, ten rytm narzucić. Dwudziesta pierwsza z minutami – przygotowuję wszystko na dzień następny, 22:00 – wchodzę do łóżka, 6:30 – budzik dzwoni, wstaję i zaczynam natychmiast czynność, która jest moim celem w tym całym ćwiczeniu. Oczywiście wstawać można o różnych porach, są ludzie, którzy wstają o piątej, są ludzie, którzy wstają 5:30, 6:30, 4:30 – słuchajcie, każdy z Was musi mieć swój cel, każdy z Was musi wiedzieć, ile tego czasu porannego sobie wypracowuje. Ja dzisiaj myślę, że w zupełności wystarczałaby mi godzina piąta, 5:30, z tym, że ja akurat lubię wychodzić z domu rano, lubię się wykąpać, ubrać, pójść do biura i tam popracować dwie, dwie i pół godziny w samotności, kiedy jest kompletnie cicho, kiedy nie dzwonią telefony, kiedy nikogo nie ma na Facebooku i w innych miejscach. Każdy z Was musi to ułożyć pod siebie, ale ta metoda wykorzystująca weekend jako bufor, jako to wprowadzenie do porannego wstawania naprawdę będzie dla Was największym ułatwieniem, żeby ten proces, żeby ten system zacząć i żeby to swoje poranne życie zacząć budować.

Tags // Categories Z życia handlowca

Post Author: Radek Pogoda

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.